ProMedico Pismo Śląskiej Izby Lekarskiej w Katowicach październik 2024 nr 313

Pro Medico październik 2024 9 Z punktu widzenia profesora – jeszcze nie w spoczynku Prof. dr hab. n. med. Jacek Gawrychowski W swoimwrześniowym felietonie apelowałem, aby zdroworozsądkowe myślenie lekarza, poparte starannym spojrzeniem i dotykiem, w diagnostyce i leczeniu chorego nie było zastępowane w sposób absolutny bezdusznymi algorytmami opartymi na statystyce liczb wielkich. Bo gdzie tutaj miejsce dla człowieka? Chorego? I jego relacji ze swoim lekarzem – tym„spowiednikiem”, nie tylko ciała, ale także i duszy? Rodzi się pytanie o nauczanie medycyny jako tej dziedziny naszego życia, która winna być ukierunkowane holistycznie na człowieka, nie tylko zresztą wyłącznie chorego. Czy przypadkiem jako nauczy- ciele akademiccy nie stajemy się opor- tunistami w swoim nauczaniu, które w mniemaniu nas samych wydaje się być innowacyjnym, opartym o najnowsze osiągnięcia nauki, wiedzy i techniki? Czy najlepsze nawet opracowania statystycz- ne i algorytmy przekazywane na kolej- nych wydrukach szeregów liczbowych i wykresach sprawią ulgę choremu? Co pozostanie, gdy nagle wyłączymy prąd, komputer zostanie zainfekowany wirusem czy wreszcie programista pomy- li program (albo lekarz błędnie wciśnie enter)? Czy można tak, praktycznie nie badając pacjenta, stawiać diagnozę? Lekarz bez oprogramowania nie będzie przystosowany do samodzielnegomyśle- nia i działania. Pojawi się na chwilę, zada z obowiązku zdawkowe pytanie (albo i dwa), dotknie (o ile czas pozwoli) i znik- nie zawstydzony (czy aby na pewno?), pozostawiając chorego samna samz jego – lekarza – komputerowym (zgaszonym?) obrazem wyrazu twarzy. Czarnowidz- two? Nie, bo już w tej chwili nierzadko obserwuję na zajęciach ze studentami, ale również młodymi lekarzami, że ich podstawowa wiedza niezbędna do pod- jęcia jakiejkolwiek decyzji w odniesieniu do chorego jest, mówiąc delikatnie, nie- wystarczająca, oparta na informacjach zaczerpniętych od Doktora Google’a. Kolejne pytanie więc brzmi – po co stu- diować medycynę? Odnoszę wrażenie, że część osób wybiera ten kierunek stu- diów na drodze eliminacji negatywnej (na szczęście nie wszyscy i mam nadzieję, że zdecydowana mniejszość). Nie radzą sobie z matematyką (chociaż ta w medy- cynie staje się praktycznie niezbędna), popełniają błędy ortograficzne, więc co wybrać – może zostać lekarzem? Może jakoś uda się otrzymać dyplom? Apotem? Takim symptomatycznym przykładem, zresztą z tego roku, jest osoba, która usprawiedliwiała na egzaminie swoją niewiedzę tym, że musi rodzinie poma- gać w prowadzeniu…własnej restaura- cji. Może warto więc zastanowić się, czy przed ostatecznym przyjęciem na studia medyczne nie wprowadzić swego rodza- ju rozmów kwalifikacyjnych z kandydata- mi? I wtedy uświadomić im, że medycyna oraz zawód lekarza to przede wszystkim nauka i ciężka praca, odpowiedzialność, a niekoniecznie wielka liczba zer na kon- cie w banku. Wiedeński filozof Ludwik Wittgenstein powiedział kiedyś: „O czym mówić nie można, o tym trzeba milczeć”. Ale wydaje się, że chyba właśnie na przekór, sentencja ta stanowi być może najbardziej inspiru- jącą myśl do wypowiadania się na tematy nie zawsze popularne, a często kontrower- syjne w środowisku, którego dotyczy. I przy okazji może warto zastanowić się, czy my – nauczający zawodu lekarza – nie popełniamy błędów, podchodząc nierzadko do studentów z obliczem Zeusa Gromowładnego? Musimy zdać sobie przecież sprawę, że student to nie dyskietka komputerowa, którą wystar- czy sformatować, potem zapełnić liczba- mi, słupkami, czy wykresami. Czy takie podejście nie będzie skutkować brakiem rozeznania pomiędzy rzeczywistością choroby a jej pozorem? Może warto zastanowić się, czy my nauczyciele aka- demiccy za bardzo nie uwierzyliśmy i nie staliśmy się już sami magami punktów edukacyjnych i minimum programowe- go, opartego na sztywnych – ustalanych odgórnie – kanonach nauczania? Jakże często zapominamy o tym, że medycyna to nie tylko rzemiosło, a przede wszyst- kim sztuka słuchania drugiego człowieka. Kiedy sam byłem studentem, jeden z moich profesorów, przy okazji oma- wiania jakiegoś przypadku chorego, wypowiedział słowa, które zapamiętałem na całe swoje zawodowe życie. Pamiętaj – mówił – chory człowiek to nie przedmiot, to nie maszyna, którą wystarczy naoliwić, albo wymienić doraźnie jakiś trybik, aby Czy my, nauczyciele akademiccy, za bardzo nie uwierzyliśmy i nie staliśmy się już sami magami punktów edukacyjnych i minimum programowego, opartego na sztywnych – ustalanych odgórnie kanonach nauczania? Jakże często zapominamy o tym, że medycyna to nie tylko rzemiosło, ale przede wszystkim sztuka słuchania drugiego człowieka.

RkJQdWJsaXNoZXIy NjQzOTU5