ProMedico Pismo Śląskiej Izby Lekarskiej w Katowicach październik 2024 nr 313

Pro Medico październik 2024 8 Anna Wójtowicz Lekarzrodzinny Czego nie wiedziałam po studiach medycznych? Chyba każdy lekarz może różnie odpowiedzieć na powyższe pytanie. Na studiach medycznych wydawało mi się, że im więcej poznam wiadomości ze skryptów i podręczników, tym bardziej będę przygotowana do pracy zawodowej. Moim ideałem dyscypliny medycznej, pomimo swej niemiłosiernej obszerności, była interna. Z punktu widzenia lekarza rodzinnego Po studiach nastąpiło zderzenie marzeń z rzeczywistoscią. W latach 90. nie było pracy dla absolwentów medycyny. Ogra- niczone etaty z możliwoscią szybkiego realizowania specjalizacji były praw- dziwym rarytasem. Początki były więc trudne. Dopiero dużo później zrozumia- łam, że medycyna zapewnia praktycz- ny i dobry fach, że otwiera wiele dróg zawodowych. Byłam zatrudniona kolejno w kilku placówkach. Ilekroć rezygnowa- łam z pracy, znajdowała się w zamian inna, lepsza. Zmieniając miejsce, stop- niowo orientowałam się, czego oczekuję od następnego zatrudnienia. Uczyłam się zadawać sobie pytania: Co jest dla mnie w pracy lekarza ważne? Czy umiem to wyrazić w rozmowie z pracodawcą? Już w czasie stażu obserwowałam, zwłasz- cza na szpitalnej izbie przyjęć, jak określo- ne rozpoznanie choroby i stan chorego uruchamia konkretne procedury medycz- ne. Działo się to standardowo, bez deli- berowania. Cieszyłam się, że jest ze mną „nadzór”, czyli doświadczony w zawodzie lekarz, dla którego przyjmowanie chorych nie było taką nowością i stresem, jak dla mnie. Na szczęście jakomłoda lekarka nie byłam świadoma rozmiarów swojej niewiedzy. Kolejne stopnie specjalizacji znacznie zwiększały mój zakres wiedzy medycznej, ale nic nie było w stanie zastąpić osobiste- go doświadczenia, które przychodzi wraz z latami pracy. Oto przykład: prof. Jan Fibak w swoim podręczniku chirurgii wytłuścił następujące słowa: Starsi ludzie nie lubią długo leżeć w szpitalu. To proste zdanie najpierw rozbawiło mnie, ale zapamiętałam je jako niezwykle oryginalne. Po paru latach zrozumiałam jego prawdziwość i ważność. Widziałam starszego pacjenta, który po wyleczeniu, został zatrzymany celem dokładniejszej diagnostyki na oddziale klinicznym. Nie rozumiał tej sytuacji i odebrał sobie życie przed planowanym wypisem. Niestety, tak praktyczne wiadomości, jak uwaga prof. Fibaka, rzadko znajdują się w książ- kach. Niesłychanie przydatna była dla mnie, wyniesiona już z kliniki, cenna umie- jętność odróżniania ciężkiej choroby od banalnego zachorowania oraz ostrej choroby od przewlekłej. Zupełnie nie nauczono mnie tego w trakcie studiów. Dopiero po dyplomie odkrywałam plusy i minusy pracy zespołowej. Zatrudnienie na oddziale, zwłaszcza klinicznym, uczy pokory. Nie z każdym szefem łatwo jest współpracować. W pierwszych latach pracy często korzystałam z doświadcze- nia pielęgniarek. Nadal zresztą z niego korzystam. Dobre relacje z nimi, wspólne żarty i wzajemna pomoc pomagają roz- ładować emocje, napięcie, zmniejszają zmęczenie. W klinice w latach 90. nauczo- no mnie, aby zwracać się do pielęgnia- rek w szpitalu per „pani”, a nie poufale po imieniu, co praktykuję do dzisiaj. Najtrudniej było uświadomić sobie w pierwszych latach po studiach, że nie- którzy chorzy aż tak bardzo cierpią, że cierpienie ludzkie może być „totalne”, obejmujące wszystkie sfery funkcjono- wania. To odkrycie sprawiało mi wielką przykrość. Uczyłam się stopniowo opa- nowywać swoje emocje na tyle, aby spokojnie słuchać, obserwować, myśleć, planować dalsze leczenie, choćby obja- wowe. Po studiach byłabym przerażona, wie- dząc, czego nie wiem. W tak bliskim życia zawodzie jak medyczny doświadczenie znaczy ogromnie dużo. Nie ma tego złe- go, co by na dobre nie wyszło. Tego też nauczyłam się po studiach, że zarówno lekarz świeżo po dyplomie, jak i po trzy- dziestu latach pracy, ma w ręku cenne narzędzie – pomocny i praktyczny zawód, który daje szansę ciągłego rozwoju w sensie medycznym i osobistym. Fot. Adobe Stock

RkJQdWJsaXNoZXIy NjQzOTU5