ProMedico Pismo Śląskiej Izby Lekarskiej w Katowicach grudzień 2025 nr 325

25 Pro Medico grudzień 2025 FELIETON Co jest z nami? Rafał Sołtysek wiceprezesOkręgowej RadyLekarskiej Ludzie sobie chodzą. To tu, to tam. WHO zaleca, żeby dużo chodzić, nie precyzuje natomiast gdzie. Ludzie chodzą więc sobie na wyprzedaże, na randki, do kina czasem, rzadziej do galerii. Nie chodzą natomiast na wybory. Gdyby WHO wspomniało, że warto przejść się tam co cztery lata, mogłoby okazać się to kluczowe dla losów ludzi i cywilizacji (żyjemy wszak w przewadze, w czymś na kształt demokracji). Do wyborów do naszego samorządu zawodowego poszedł co czwarty lekarz. Osiągnęliśmy średnio zawrotną frekwen- cję 21,77% (tak po prawdzie, lekarz cho- dzić nawet nie musiał, bo każdy otrzy- mał zaadresowaną zwrotnie i opłaconą kopertę z kartą głosowania – gdyby nie mógł przyjść do urny. Jeśli zaś poczta jest daleko, można było prościej zagłosować zdalnie z własnej komórki). W klasycznym wydaniu pojawiłyby się teraz dwa komentarze (zależnie od spon- sora). Pierwszy o złych lekarzach. Drugi o złej izbie lekarskiej. Potem, ku uciesze mediów i Kiepskich wszelkiej maści, moż- na by kłócić się wobec całej Polski przez parę długich lat, obrzucając produktami przemiany materii z jelita grubego. Takie rozwiązania są dogłębnie przećwiczone w naszym kraju i nie warto ich powie- lać. Lepiej wyciągnąć szyję i rozejrzeć się wkoło. Na przykład przyjrzeć się innym zawodom zaufania publicznego. Oto farmaceuci narzekają: „frekwen- cja w wyborach samorządowych od lat pozostaje bardzo niska”. Adwokaci pro- wadzą kampanie: „idź do wyborów, weź sprawy w swoje ręce”, co mogłoby suge- rować, że mają też pewne problemy, acz z ostrożności procesowej nie twierdzę, że tak jest (dane trzymają w sekrecie). Radcy prawni piszą: „zainteresowanie wyborami jest niesatysfakcjonujące”. Pielęgniarki i położne mówią, że mło- dzież nie garnie się do pracy w samo- rządzie i nawołują: „idź do wyborów, nie zmarnuj głosu”. Gdyby szyję wydłużyć nieco więcej i pole rozglądania posze- rzyć, dowiedzieć się można, że niemiec- cy lekarze osiągnęli około 40% frekwen- cji (ordnung must sein – poszli więc, ale wynik też nie powala). Francuzi w okrę- gu paryskim 10%. Tak na moje oko – wszyscy powinni- śmy nadać komunikat „Houston mamy (wspólny) problem”. Może się mylę, ale 20-30% to średnie zaangażowanie w wybory do samorzą- dów zawodowych. Licho. O ile mówimy o frekwencji na wystawie sztuki nowo- czesnej, to zarówno ta sztuka jak i my nie ucierpimy zanadto (czasem ucierpieliby- śmy więcej idąc na ową wystawę). Spra- wa jest więc w zakresie ph 7 – obojętna. O ile jednak mówimy o sprawach lekarzy i innych zawodów zaufania publicznego, to raczej robi się kwaśno, bo może okazać się, że w konsekwencji nikt nie będzie już bronił zasad. Przedstawiciele różnych samorządów szu- kają przyczyn. Piszą, że wybory są w złych godzinach, że pracy za dużo, że kandydaci nierozpoznawalni, ale to mętne tłuma- czenie jakieś. Skoro samorządy są dobre, frekwencja powinna być duża. Jeżeli złe – również w celu ich wymiany. Ale tak nie jest. Frekwencja niezmiennie pozostawia wiele do życzenia. Prof. Ewa Marciniak mówi o tym zjawisku jako o bierności intencjonalnej. Może fak- tycznie wierzymy, że sami sobie poskro- biemy rzepkę i nie potrzebujemy nikogo i niczego? Osiągnąwszy pewien dobro- byt, nie wierzymy w potrzebę zrzeszania się? Może faktycznie jedynie silne emocje uruchamiają elektorat, który czuje się na co dzień pewnie i bezpiecznie? Może, jak w starej anegdocie, nie odzywamy się, bo „kompot zawsze był” (i w domyśle będzie). Generalnie, jeżeli się gdzieś nie pójdzie, to tam nas nie będzie. Skoro nas nie będzie – to będą inni. Inni są zaś róż- ni. Głupi lub mądrzy, przychylni i nieprzy- chylni, normalni i normalni inaczej. Osamotnieni i bez reprezentujących nas struktur będziemy mogli sobie biernie popatrzeć, kto i jak nami manipuluje, traktując nas instrumentalnie. Raz poczę- stują nas taką, raz inną ustawą, tradycyj- nie zaś ważniejszy od racjonalnej polityki okaże się show i unijna emerytura. Jeżeli więc nie decydujemy my – inni zadecy- dują za nas. Stare to aż naftaliną cuchnie, ale niezmienne. Przyroda pustki nie zniesie. Fot. Freepik

RkJQdWJsaXNoZXIy NjQzOTU5