ProMedico Pismo Śląskiej Izby Lekarskiej w Katowicach grudzień 2025 nr 325
10 Pro Medico grudzień 2025 POLEMIKA WOKÓŁ „NO FAULT“ Wojciech Zimmer chirurg Mając za sobą czterdzieści lat pracy jako chirurg i pełniąc od trzydziestu lat funkcję biegłego sądowego, z zainteresowaniem przeczytałem „wstępniaka” Prezesa Tadeusza Urbana we wrześniowym numerze „Pro Medico“ oraz artykuł doktora Macieja Jędrzejko:„No Fault – No progress“ (PM nr 323). Z przykrością muszęstwierdzić, żewznacznymzakresieniezgadzamsięzprzedstawionymstanowiskiem, cooczywiście zupełniePanaPrezesaniemusi zainteresować, choćbyćmożedlawzbogaceniadalszej dyskusjiwgronach decyzyjnychwarto zapoznać się ze zdaniempraktyka. Najpierw naprawmy siebie samych Całkowicie zgadzam się ze stwierdze- niem, że dyscypliny zabiegowe straciły na popularności jako wybór wśród mło- dych adeptów medycyny. Mam jednak inne zdanie odnośnie przyczyn tego trendu. Żeby osiągnąć w tych specjaliza- cjach prawdziwy sukces trzeba napraw- dę dużo pracować. Dzisiejszy rezydent pracuje siedem godzin trzydzieści pięć minut dziennie. Po dyżurze pod tele- fonem ma dzień wolny, a znam takich, którzy potrafili za dwadzieścia pięć trze- cia odłożyć haki i oznajmić operatorowi, że właśnie skończyli pracę i idą do domu. Moje pokolenie w swoich, młodych, chirurgicznych latach potrafiło siedzieć po trzy doby w pracy i naprawdę praco- wać. Mieliśmy prawdziwy kontakt ze star- szymi kolegami i podpatrywaliśmy ich, w ten sposób ucząc się wielu cennych rzeczy. Obecnie młody chirurg wezwany do operacji w trakcie dyżuru pod telefo- nem przyjeżdża i widzi pacjenta znieczu- lonego na stole operacyjnym. Nie widzi, jak ten starszy lekarz z pacjentem wcze- śniej rozmawiał, badał, jak na badanie reagował pacjent, nie ma szans nasiąknąć cudzym doświadczeniem. Niestety nie wynika to jedynie z obecnej organizacji pracy. Nawet gdyby mógł, to w większo- ści przypadków nie byłby tym zaintere- sowany. To bardzo smutne, ale proszę mi uwierzyć – poparte wieloletnią obser- wacją. Amerykański rezydent przez pierwsze dziesięć lat jest traktowany jak niewol- nik, mieszka praktycznie w szpitalu, robi wszystko i tylko wyjątkowo może liczyć na pomoc superwizora. Nie może sobie pozwolić na rodzinę czy dzieci. Za to w wieku trzydziestu pięciu-czter- dziestu lat, po uzyskaniu specjalizacji, za pierwszą pensję może kupić awionet- kę (no może trochę przesadzam). W naszych realiach młodzi koledzy są dość roszczeniowo nastawieni w kwe- stiach płacowych i muszą mieć wszystko znacznie wcześniej. Osiąganie jednak czegoś konkretnego w dziedzinach zabiegowych wymaga niestety znaczne- go poświęcenia czasowego, wysiłkowe- go i często finansowego. Osobiście, kie- dyś po uzyskaniu stażu z Fundacji Rober- ta Schumana w Instytucie Telechirurgii w Strasburgu, musiałem wziąć w swoim szpitalu pożyczkę na remont mieszkania, którą spłacałem przez kolejne dwa lata, bo miałem opłacone szkolenie i mieszka- nie w tamtejszym Hiltonie, ale musiałem tam jakoś dojechać, a to kosztowało. Odnośnie oddechu prokuratora na ple- cach zgadzam się absolutnie. Przyczy- na tego tkwi jednak moim zdaniem nie w braku „no fault”, a w karygodnej organizacji pracy. Tutaj niestety musi się uderzyć w piersi starsze pokolenie, któ- re do tego dopuściło. Rezydenci dyżu- rujący na SOR-ach, pojedyncza obsada dyżurowa w oddziałach chirurgicznych, instrumentariuszki pod telefonem w ościennym mieście dojeżdżające tak- sówką na wezwanie, teleradiologia i wie- le innych efektów gospodarki rynkowej, to efekt tego, że to my kiedyś zgodziliśmy się przyjąć takie warunki wprowadzane przez dyrekcje szpitali. Nie muszę sobie wyobrażać pacjenta z ostrym zapale- niem wyrostka robaczkowego. Widzia- łem takiego setki razy i do końca swoich dni będę przestrzegał zasady, że „wyro- stek zapalony po zmroku nie ma prawa doczekać świtu” i że „lepiej wyciąć pięć zdrowych wyrostków niż przegapić jeden chory”. Nie ma czegoś takiego jak lecze- Nie wyobrażam sobie, żeby w przypadku nieszczęścia w wyniku złej organizacji, zaniedbań, nieuctwa, nierzetelności i wielu innych jego przyczyn, które zbyt często widzę jako biegły, po prostu zapłacić poszkodowanemu bez gadania i przechodzić do porządku dziennego. To nie jest żadna dbałość o interes pacjenta. Byłoby to usankcjonowaniem bezkarności. Jak dla mnie nie do przyjęcia.
Made with FlippingBook
RkJQdWJsaXNoZXIy NjQzOTU5